Pierwsza kara UODO za kamerę wycelowaną w sąsiadów

Domowy monitoring miał zapewniać bezpieczeństwo, ale w tym przypadku doprowadził do jednej z najgłośniejszych kar za naruszenie prywatności w Polsce. Właściciel posesji w Warszawie przez wiele miesięcy nagrywał obraz i dźwięk nie tylko na swoim terenie, ale także na drodze publicznej i sąsiednich działkach. Gdy Urząd Ochrony Danych Osobowych nakazał mu przerwać taki monitoring, mężczyzna zignorował decyzję i za to ma zapłacić 26 711 zł.

Sprawa zakończona decyzją DKE.561.4.2026 to pierwsza tak szeroko opisywana kara Prezesa UODO za prywatny monitoring. Pokazuje, że naruszenia RODO nie dotyczą tylko dużych firm czy urzędów. Tym razem w centrum uwagi znalazła się osoba prywatna, która używała kamer jako narzędzia w sąsiedzkim sporze.

Co się wydarzyło

Spór rozpoczął się od skarg sąsiadów, którzy czuli się nieustannie obserwowani przez kamery zamontowane na jednej z posesji w Warszawie. Urządzenia nagrywały obraz i dźwięk przez całą dobę, obejmując nie tylko teren właściciela, ale także drogę publiczną i kilka sąsiednich nieruchomości.

Prezes UODO już wcześniej wydał tzw. decyzję nakazującą z 21 października 2025 r., w której polecił zaprzestanie przetwarzania wizerunku i głosu sąsiadów oraz usunięcie danych z systemu monitoringu. Właściciel kamer miał siedem dni na wykonanie tego nakazu – poprzez demontaż urządzeń albo zmianę ich ustawienia tak, by obejmowały wyłącznie jego posesję.

Decyzja została doręczona w trybie doręczenia fikcyjnego. Po dwóch nieudanych próbach doręczenia przesyłkę uznaje się za dostarczoną, nawet jeśli adresat jej nie odebrał. Mężczyzna nie odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, więc nakaz stał się ostateczny, ale kamer nie przestawiono. Dodatkowo sąsiedzi przekazali UODO zdjęcia pokazujące, że urządzenia zdjęte przez policję zostały ponownie zamontowane.

Dlaczego UODO nałożył karę

Kara w wysokości 26 711 zł nie została nałożona za samo posiadanie monitoringu, ale za niewykonanie prawomocnego nakazu organu nadzorczego. Prezes UODO powołał się na art. 58 ust. 2 lit. d oraz art. 83 ust. 6 RODO, które przewidują grzywnę za nieprzestrzeganie środków naprawczych nałożonych przez organ, nawet do 20 mln euro.

W uzasadnieniu szeroko powołano się na zasadę rozliczalności z art. 5 ust. 2 RODO. To administrator danych, czyli właściciel kamer, musi udowodnić, że działa zgodnie z prawem i wykonał nakaz, na przykład przez trwałe usunięcie nagrań i przestawienie urządzeń. Organ podkreślił, że tylko adresat decyzji ma dostęp do systemu monitoringu, więc to on musi udowodnić zgodność z przepisami.

Jako okoliczności obciążające wymieniono m.in.:

  • szeroki zasięg monitoringu obejmujący co najmniej kilkadziesiąt osób z jednej ulicy;
  • długotrwały charakter naruszenia – blisko pół roku ignorowania nakazu;
  • brak jakiejkolwiek współpracy z organem i nieodbieranie kolejnych pism z wezwaniami.

W decyzji podkreślono także, że stałe nagrywanie wizerunku, głosu i lokalizacji osób w miejscu ich zamieszkania oraz podczas codziennych czynności tworzy „poczucie ciągłej obserwacji i nadzorowania życia prywatnego”.

Co wydarzyło się po naruszeniu?

Po upływie terminu na wykonanie nakazu UODO najpierw próbował skłonić właściciela kamer do dobrowolnego dostosowania się. Wysyłano wezwania z prośbą o wyjaśnienie, czy monitoring został ograniczony, oraz upomnienie z ostrzeżeniem o możliwej egzekucji administracyjnej. Pisemnie poproszono także o informacje o dochodach i sytuacji majątkowej, aby kara była proporcjonalna do możliwości finansowych.

Adresat nie odebrał żadnego z pism. Wszystkie po dwóch próbach doręczenia wracały do UODO z adnotacją „nie podjęto w terminie” i były uznawane za doręczone. W tej sytuacji Prezes UODO rozpoczął postępowanie w sprawie nałożenia administracyjnej kary pieniężnej.

Ponieważ nie przekazano żadnych danych finansowych, organ ustalił podstawę wymiaru kary szacunkowo, przyjmując przeciętną sytuację osoby fizycznej i średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej za 2025 r. Kara wyniosła trzykrotność tej kwoty, czyli 26 711 zł (ok. 6 358 euro), co stanowi ok. 0,03% maksymalnego limitu ustawowego.

Jeśli ukarany nadal nie zapłaci kary, egzekucją należności zajmie się urząd skarbowy. Może on zająć wynagrodzenie, rachunki oraz majątek ruchomy dłużnika.

Dlaczego ta decyzja jest ważna

Prezes UODO jasno stwierdził, że kara ma działać odstraszająco, nie tylko wobec ukaranego, ale także wobec innych osób korzystających z prywatnego monitoringu. Urząd zauważył „dużą skalę zjawiska” kamer używanych nie do ochrony mienia, lecz jako narzędzia w sąsiedzkich konfliktach.

Sprawa przypomina także o ograniczonym stosowaniu tzw. wyjątku „domowego”. Przepisy RODO nie obowiązują, gdy dane są przetwarzane wyłącznie w ramach życia prywatnego lub rodzinnego. Jednak monitoring obejmujący drogę publiczną, cudze działki oraz nagrywający dźwięk wykracza poza ten zakres. W takim przypadku właściciel kamer jest administratorem danych i musi liczyć się z obowiązkami oraz sankcjami.

Jak podkreślono w decyzji, „jednym swoim zachowaniem” ukarany naruszył zarówno uprawnienia Prezesa UODO, jak i prawa oraz wolności osób objętych obserwacją. To wyraźny sygnał, że ignorowanie prawomocnego nakazu organu nadzorczego nie będzie tolerowane, nawet jeśli dotyczy tylko jednej ulicy i prywatnych kamer.

Comments are closed.